Witch Murderdodane przez Marek Lipiński, 5 grudnia 2018 18:49
RECENZJE

Bez wątpienia premiera Tom Clancy's The Division odbiła się szerokim echem. Długo wyczekiwana strzelanka studia Ubisoft Massive do dzisiaj stoi na bardzo wysokim poziomie pod względem fabularnym, oprawy audio-wizualnej i grywalności.


Wątek fabularny w The Division jest na bardzo wysokim poziomie. Wszystko rozgrywa się w 2015 roku w Nowym Jorku podczas tak zwanego Black Friday, kiedy wirus ospy został zmodyfikowany a jego zawartość została umieszczona na banknotach. Z racji, że Black Friday to dzień, gdzie pieniądze wędrują w każdym kierunku wirus rozprzestrzeniał się w zatrważającym tempie powodując masową kwarantannę przy okazji odcinając cały Manhattan od reszty świata. Powstała choroba otrzymała nazwę "Green Poison" bądź "The Dollar Flu". Amerykański rząd natychmiastowo powołuje elitarną siatkę agentów rozmieszczonych po całym mieście – agentów The Division. Ich zadaniem jest wsparcie jednostki rządowej Joint Task Force w celu unieszkodliwieniu wirusa i przywróceniu miasta do normalnego funkcjonowania.

Po uruchomieniu gry i zaznajomieniu się z samouczkiem, developerzy oddają nam do dyspozycji cały Nowy Jork…w pewnym sensie. Niestety, nic co zbyt piękne nie jest prawdziwe. To prawda, możemy zwiedzać wszystkie dzielnice NY…pod warunkiem, że nie spotkamy na naszej drodze nie przyjaciół. Wrogowie po prostu będą zbyt mocni jak na nasz dotychczasowy poziom i powalą nas jednym strzałem. Jest to pewnego rodzaju trzymanie za rączkę ale na szczęście nie jest ono narzucone i nie trwa długo. Od tego momentu naszym oczkiem w głowie będzie Baza Operacyjna. Jest to jedna z wielu kryjówek oraz najważniejsza baza w całej grze. To tutaj trafimy po skończonym samouczku, tutaj będziemy mieć szeroki dostęp do handlarzy oraz będziemy w stanie tworzyć wszelkiego rodzaju bronie, opancerzenia czy plecaki. Base of Operations jest podzielona na trzy skrzydła – Medyczne, Techniczne i Ochrony. Każde skrzydło daje dostęp do nowych misji oraz umożliwia dalszy rozwój postaci. Mechanizm ulepszania tych trzech filarów działa na prostej zasadzie. Misje są podzielone na trzy kategorie. Za każdą ukończoną misję otrzymujemy punkty rozwoju. W zależności od tego ile ich otrzymamy na tyle będziemy mogli ulepszyć dane skrzydło.

Samą fabułę udało mi się ukończyć w około 50 godzin (z przerwami na samotne podróże po ulicach Nowego Jorku). Moim zdaniem jak na grę tego typu to jest bardzo dużo. Nie zrozumcie mnie źle, połączenie sandboksa z genialną fabułą nie jest łatwe! Poza misjami głównymi mamy do dyspozycji wiele innych ciekawych eventów. Misje poboczne, lokacje, nagrania telefoniczne, "ECHO" – to tylko wierzchołek góry lodowej. Niektóre z nich są jednoetapowymi historiami, natomiast inne są złożonymi mini-misjami, pod koniec których odkrywamy rąbka tajemnicy. Jakiej? O tym musicie przekonać się sami.

O oprawie audio-wizualnej trzeba wspomnieć, bo warto. Zacznę od ścieżki dźwiękowej. Może nie każdemu przypadnie do gustu, jednak w połączeniu z post-apokaliptyczną wizją Nowego Jorku na prawdę daje rade. Sam podkład audio bohaterów jest na wysokim poziomie. Kwestie wypowiadane są naturalnie, nie ma niedociągnieć. Duży plus na start :) Oprawa graficzna to kwestia dosyć sporna. Sam kiedy zaczynałem grać na dość leciwym sprzęcie czasami się po prostu odechciewało ze względu na potrzebną redukcję szczegółów aby gra w ogóle odpaliła. W czasie przechodzenia gry dotarł do mnie nowy komputer i teraz nigdy nie powiem, że The Division jest brzydkie. Poza na prawdę drobnymi szczegółami (na które nikt nie patrzy, ponieważ cały czas coś się dzieje) to produkcja pod względem wizualnym stoi na bardzo wysokim poziomie.


Kiedy rodzice zabraniali nam wracania do domu po 22 tak tutaj – nie wchodzimy do SM przed 30 poziomem. Strefa Mroku (Dark Zone) jest to wydzielona część miasta, w których spotkamy nie tylko NPC ale też innych graczy – przyjaznych bądź nie. Podstawowym powodem, dla którego warto zaryzykować strzałem w plecy jest masa dobrego ekwipunku. Podczas pierwszego wejścia do Strefy Mroku spodziewajmy się, że po paru minutach spaceru natrafimy na grupę przeciwników, którym musimy stawić czoła żeby w ogóle dalej przejść. Mogą wylecieć z nich bardzo dobre przedmioty, takie jak ulepszona broń czy legendarny plecak (tak, plecaki mogą być legendarne). Niestety owe przedmioty są skażone. Nie ma mowy o szybkiej uciecze ze Strefy. Aby zachować łup musimy wezwać specjalny helikopter w punkcie zrzutu. Podczas kilku minut oczekiwań spodziewajmy się fal przeciwników…i innych graczy. Kiedy helikopter zrzuci linę, wiążemy swój bagaż a po chwili nasze zdobycze pojawią się w specjalnej skrzynce.

Do największych plusów The Division muszę zaliczyć dowolność. Po ukończeniu fabuły i wykonaniu wszystkich misji pobocznych (które są równie ciekawe jak główne!) lubię zagłębiać się w różne uliczki i szukać kłopotów…oraz przedmiotów do tworzenia lepszego opancerzenia. Sam potencjał zabawy z przyjaciółmi w Strefie Mroku jest ogromny. Można się wtedy poczuć jak byśmy na prawdę tam byli! Jeden zły ruch i cały zespół może zostać wyeliminowany. Natomiast sporym minusem, który uwidacznia się dopiero w trakcie "endgame'u" (czyli momentu kiedy fabułę odkładamy na drugi plan i zajmujemy się wyłącznie maksowaniem naszej postaci) są jednak dalsze nasze postępy. Mam tu na myśli następującą sytuację, kiedy fabułę mamy na 100 procent, posiadamy najlepsze bronie a w Dark Zone przejmujemy wszystkie zrzuty i zabijamy wszystkich graczy. Co wtedy? Jedyne co przychodzi na myśl to gra od nowa. Z początku też tak zrobiłem, lecz po chwili uświadomiłem sobie, że jednak nie wszystko jeszcze zrobiłem w The Division. A staż mam całkiem spory :> Pomijam okazjonalne bugi, ponieważ gra bez bugów to nie gra.

Najbardziej zaskoczyły mnie wszelkie dodatki i przepustki. Pominę dodatkowe DLC, ponieważ wprowadzają one głównie nowe zestawy ekwipunku czy możliwość rozgrywania misji na poziomie na prawdę bardzo trudnym. Skupię się na trzech płatnych rozszerzeniach, w które miałem okazję zagrać w ramach przepustki sezonowej. Podziemia, jest to pierwsze płatne DLC. Nie wpływa ono szczególnie na rozgrywkę i mechanikę, lecz jak sam tytuł wskazuje wprowadza podziemia. Jest to wielki system tuneli i stacji metra, gdzie czekają na nas nie tylko nowe grupy przeciwników ale i wcześniej niedostępny ekskluzywny łup! Bardzo dużym plusem jest fakt, że owe podziemia są tworzone losowo. Dzięki takiemu zabiegowi każda rozgrywka jest inna i nie ma mowy o jakiejkolwiek liniowości. Survival – moje ulubione. Przetrwanie to drugi duży dodatek, który jest nastawiony na rozgrywkę sieciową. Podczas niej zwiedzamy Nowy Jork podczas potężnej śnieżycy a całą rozgrywką można porównać do jednej przeogromnej misji. Naszym zadaniem jest dotarcie do centrum Manhattanu. To właśnie tam znajdują się wszelkie potrzebne lekarstwa, które uratują nam tyłek. Jest jedno ale, no dobra dwa. Helikopter się rozbił a nasz czas na przetrwanie to jedyne dwie godziny. W przeciwnym wypadku…niestety giniemy :> Ostatnim dodatkiem, w który miałem okazję zagrać był Ostatni Bastion. Po zwiastunach oczekiwałem czegoś na prawdę dobrego, z przytupem. Zawiodłem się. Last Stand to jedynie nowy tryb PvE oraz PvP, który rozgrywa się w Strefie Mroku. Celem jest kontrola punktów, dzięki którym będziemy w stanie przesyłać dane do JTF. To nie dla mnie.

Gra Tom Clancy's The Division bez wątpienia jest jedną z najlepszych produkcji, które goszczą na mojej półce z grami. Po ponad 900 godzinach zabawy i wymaksowaniu swojej postaci cały czas wracam do Dywizji i czerpię zabawę od nowa i od nowa. Gra ze względu na to, że jest pewnego rodzaju sandboksem daje wielkie pole do popisu. Od powtarzania misji na wyższym poziomie trudności (za których ukończenie otrzymuje się jeszcze lepsze przedmioty!) przez eksplorowanie Nowego Jorku w poszukiwaniu przedmiotów aż po nieskończoną tułaczkę przez niebezpieczną Strefę Mroku. Gra zdecydowanie dla każdego!

Ocena końcowa: 9/10

Źródła: steampowered.com, steamcommunity.com, youtube.com