Witch Murderdodane przez Jan Dzban, 12 września 2018 21:07
RECENZJE

Wymagające platformówki 2d to gatunek, jakiego zawsze brakuje mi po ukończeniu gier z Mario czy Donkey Kongiem w roli głównej. Rogue Legacy poszerza koncept znanych nam tytułów o kilka elementów charakterystycznych dla gier typu roguelike. Są to światy generowanie proceduralnie, wszechobecna śmierć i ciągły grind w poszukiwaniu coraz większych ilości złota…

Rogue Legacy to gra studia Cellar Door Games. Wcielamy się w niej w członka rodziny królewskiej, który rusza na podbój zamku pełnego potworów i kilku bossów, z którymi przyjdzie nam się rozprawić. Na początku mamy do wyboru kilka klas postaci, które z czasem możemy awansować. Zupełnie jak w dobrym RPGu znajdzie się tu rycerz, mag, paladyn oraz kilka innych klas, których niewarto spoilerować. Powiem tylko, że niektóre są zupełnie nowe, a inne stanowią ulepszoną postać tych podstawowych. Elementów RPG jest tu dużo więcej. Esencja rozgrywki to zabijanie potworów w zamku w celu uzyskania złota, szczątkowe odkrywanie fabuły, a następnie śmierć, która czeka na nas na każdym kroku. Gdy nasz bohater umiera, za zebrane przez niego złoto możemy zakupić przeróżne elementy rozwoju dla kolejnych postaci. Przykładowo: zabijamy kilkanaście potworów, zabieramy 1000 monet, giniemy, kupujemy kolejny poziom witalności i skuteczności ataku, a nasz następny protagonista z królewskiego rodu ma już wyższy poziom tych umiejętności oraz w ogóle wyższy poziom postaci. Zatem śmierć ułatwia kolejną grę i z czasem pokonamy pierwszego bossa oraz dojdziemy do kolejnej krainy. Każda z nich wydaje się być koszmarnie trudna, ale metodą prób i błędów, na odpowiednim poziomie bohatera można rozprawiać się z dzisiątkami wrogów. A tych można spotkać na swej drodze całe stada. Zwłaszcza, gdy bronią dostępu do magicznej skrzyni z nagrodami. A coż to za nagrody? Przeróżne runy do elementów naszego stroju oraz inne ciekawe przedmioty, które pomagają nam w rozgrywce. I tu mamy kolejny aspekt znany z Role Play. Przed wejściem do lochów mamy do dyspozycji dwóch sprzedawców oferujących dobra rycerskie oraz magiczne. Zakupimy miecze, zbroje, hełmy, płascze itd. Każdy wybór ma oczywiście wpływ na statystyki. Rozwój postaci to stale rozwjające się drzewo, którego gałęzie rozbudujemy w miarę przypływu gotówki. To nie tylko wspomniana witalność czy skuteczność ataku, ale także moc trafień krytycznych, odpowiednia waga (umożliwiająca zakładanie lżejszych przedmiotów), poziom many i wiele innych bajerów, przez to trudno się zdecydować na konkretny wybory, a te są dość kosztowne.

Wybór bohatera zawsze okraszony jest humorem, związany z różnymi przypadłościami niezwykle chorowitej królewskiej rodziny. Niektórzy to hipochondrycy - na ekranie widnieją wyższe obrażenia niż faktycznie otrzymywane, inni cierpią na gigantyzm - postacie są bardzo duże, silne, lecz łatwe do trafienia magicznymi pociskami (dla kontrastu są również bohaterowie o niskim wzroście), jeszcze inni to nostalgicy - gramy wtedy w czarno-białych kolorach. Dziwna przypadłość to również rzucanie czarów w odwrotną stronę do zamierzonej. Jeszcze gorsze jes granie do góry nogami, lub halucynacje, przez które widzimy wrogów faktycznie nieistniejąych. Gra wyszczególnia też cechy, które nie mają większego wpływu na rozgrywkę. Ot, nasza postać jest gejem, cierpi na proces łysienia, lub problemy żołądkowe.

Rodzina ta równie chorowita, co waleczna. Na naszej drodze spotkamy wiele różnorodnych wrogów, a im dalej w las tym jest ich więcej. Wzrasta również poziom trudności, definiowany przez wytrzymałość wrogów, czasami ich niesamowitą szybkość oraz duże obrażenia jakie zadają. Gdy przekopiemy się przez stada kreatur, które rzucają się na nas w ciągu kilku sekund, dotrzemy do wielkiego bossa, ktróry strzerze każdą z krain. Z odpowiednim poziomem postaci i przy właściwie dobranej taktyce można ich pokonać. Zanim to nastąpi, będziemy wielokrotnie ginąć, gromadzić ekwipunek i uczyć się na błędach. Mimo tego, rozgrywka ani trochę nie wydaje się monotonna. Rozwój postaci nadaje rytm grze i chęć kolejnego podejścia do złowrogiego zamczyska. Świat generowany losowo czasem będzie łatwiejszy, a czasem napotkamy całą watachę rycerzy, strzelających oczu i armat czy duchów uzbrojonych w moc ognia lub lodu.

W Rogue Legacy nie tylko rozgrywka jest bardzo satysfakcjonująca, ale również warstwa audiowizualna. Oldschool aż bije po oczach. Cudowna grafika 2d, która niektórym może przypomnieć złote czasy Nesa. Klimat wylewa się z ekranu. Wygląda na to, że jest to produkcja od graczy dla graczy. Miłośnicy stylistyki retro będą zachwyceni. Dodajmy do tego znakomitą, lecz nie dominującą ścieżkę dźwiękową i mamy do czynieniania z prawdziwą retrosztuką gamingową. Chociaż sam teren gry nie jest zbyt wielki i aż marzy mi się sequel, to bardzo duża ilość prób ukończenia gry, chęć wbicia jak najwyższych leveli, a być może zdobycia wszystkich trofeów/osiągnięć znacznie wydłuża rozgrywkę. Dodajmy do tego bardzo dobre sterowanie, dzięki któremu nigdy nie obwiniamy gry za niedokładny skok, ciekawe znajdźki i mamy idealną pozycję dla miłośników starszych gier, ale również innych graczy, gdyż w tym przypadku w rozgrywce nie spotkamy żadnych irytujących archaizmów.

Ocena ogólna 9/10