Witch Murderdodane przez Ciapo , 18 września 2018 21:28
RETRO

Witam wszystkich w nowej miejscówce. Wcześniej popełniłem kilka tekstów dla ERROR 404, jednak przestał on działać więc postanowiłem przeskoczyć do starszego o kilka chwil projektu o nazwie Gameeit. Moim konikiem jest ogólnie pojęte retro więc raczej tego typu tekstów możecie się po mnie spodziewać.

W tym artykule chciałbym Wam przybliżyć, albo przypomnieć, tym pamiętającym tamte czasy, grę która została zaliczona do 30 najlepszych gier jakie powstały kiedykolwiek na Segę MegaDrive, znaną w US of A jako Genesis. Spłodziło ją studio znane pod nazwą Zyrinx, a wydawcą było Time Warner Ineractive. Wydana została w 1994 roku, czyli już pod sam koniec żywota tej konsoli. Dzięki temu programiści byli w stanie wycisnąć z maszynki ostatnie soki i zastosować technologie niespotykane do tej pory w żadnej innej produkcji na ten sprzęt. Grą, o której będę pisał jest Red Zone.

Red Zone jest połączeniem dwóch gatunków. Mamy tu do czynienia z połączeniem latania śmigłowcem i sianiu rozpierduchy z powietrza, oraz infiltrowania instalacji wroga jednoosobową armią w postaci wybranego komandosa.

Jeśli chodzi o fabułę, to sprawa wygląda następująco. Jest sobie dyktator o dziwnie radzieckim imieniu Ivan, który grozi światu zagładą nuklearną. Jako obrońcy świata mamy 24 godziny na zneutralizowanie zagrożenia.

Ivan

Dostajemy do dyspozycji śmigłowiec bardzo przypominający AH64 Apache, którym penetrujemy teren wroga i przemieszczamy się pomiędzy kolejnymi budynkami, oraz trzech komandosów do wyboru. Z ich usług korzystamy kiedy infiltrujemy kolejne instalacje. Ogólnie w grze całą akcję obserwujemy z góry. Czy to latając helikopterem, czy atakując budynki.

Przed każdą misją otrzymujemy krótką odprawę zawierającą mapę z zaznaczonymi kluczowymi celami naszej misji oraz opisem tego co musimy zrobić. Przeważnie sprawa wygląda tak, że należy dolecieć w punkt A, przeniknąć do bazy wroga, wykonać tam jakieś zadanie, następnie wrócić do śmigłowca i udać się do punktu B.

Odprawa

Misje są różne. Musimy zniszczyć bazę radarową wroga, ostrzelać wojskowe lotnisko, eskortować pojazd. Co prawda kiedy sterujemy śmigłowcem wszystko sprowadza się w zasadzie do eliminacji różnego rodzaju jednostek wroga i niszczenia obiektów. Do dyspozycji mamy kilka rodzajów uzbrojenia. Karabin maszynowy, oraz trzy rodzaje rakiet. Zwykłe lecące prosto, Hellfire do ostrzału jednostek naziemnych oraz Stinger, czyli rakiety naprowadzane. Oczywiście żeby nie było za łatwo wszystko ma ograniczoną ilość amunicji, włączając w to podstawowe działo. Dlatego trzeba strzelać ostrożnie, bo kiedy wypstrykamy się z całej amunicji, zostajemy bezbronni, a wróg nie omieszka tego wykorzystać. Dodatkowo nasz Apacz nie lata na powietrze, posiada on ograniczony zapas paliwa, więc nie możemy sobie urządzać wycieczek krajoznawczych, lecz musimy skupiać się na celu misji. Dodatkowo każdy przyjęty na klatę strzał oprócz tego, że zabiera nam trochę energii, może spowodować wyłączenie się któregoś z systemów bojowych pozbawiając nas w ten sposób możliwości używania którejś z broni. Oprócz tego, uszkodzenia naszej maszyny wpływają na jej sterowność, przez co po kilku przyjętych pociskach nasz helikopter może zacząć kręcić się w kółko i przez to aby lecieć prosto będziemy musieli ciągle korygować tor lotu. Na szczęście istnieje możliwość uzupełniania amunicji, oraz paliwa i prowizorycznej naprawy naszej maszyny. Możemy tego dokonać poprzez wylądowanie w miejscu gdzie porozkładane są odpowiednie bonusy. Znajdziemy je w różnych częściach pola bitwy, zaznaczone na mapie, którą możemy wywołać w każdym momencie.

Mapa

Oprócz samej mapy mamy też dostęp do interfejsu, w którym możemy przypomnieć sobie cel naszej misji, poczytać informacje o samej misji, szczegółowe info na temat każdego z punktów, który musimy odwiedzić. Możemy też tutaj sprawdzić aktualny stan naszego helikoptera i ilość posiadanej amunicji.

Interfejs

Sama rozgrywka wygląda całkiem imponująco jak na Segę MegaDrive. Mimo widoku z góry, pojawiają się tutaj trójwymiarowe jednostki wroga, budynki, czy drzewa. Ekran podzielony jest na dwie części. Główne okno, w którym dzieje się cała akcja oraz interface zawierający minimapkę w postaci radaru, oraz widok naszego śmigłowca z podstawowymi parametrami takimi jak stan paliwa, aktualnie używana broń wraz z ilością pozostałej amunicji i oczywiście stan naszego helikoptera.

Latanie

Jeśli chodzi o plądrowanie baz przeciwnika, to sprawa wygląda tak, że kiedy uda nam się dotrzeć do celu, musimy wylądować. Widzimy wtedy jak nasz komandos wysiada z transportu i kieruje się do zabudowania. W tym momencie dostajemy możliwość wyboru postaci, której poczynaniami będziemy kierować wewnątrz budynku. Do wyboru mamy jednego z trzech komandosów. Ich imiona, czy raczej ksywki to Shades, Rocco i Mirage.

Postaci

Jak nie trudno wywnioskować, każde z nich ma swoje specyficzne zdolności. Rocco to typowy tank. Wielki, napakowany koleś uzbrojony w ogromną giwerę, a raczej miotacz płomieni, a jako dodatkowy arsenał wykorzystuje wyrzutnię rakiet. Jego głównymi atrybutami są siła i wytrzymałość, nie grzeszy jednak szybkością.

Shades to postać wyśrodkowana. Jego główną bronią jest karabin maszynowy, a pomocniczą granaty. Porusza się nieco szybciej niż Rocco, ale jest mniej wytrzymały i słabszy. Za to jego karabin, w przeciwieństwie do miotacza płomieni ma zdecydowanie większy zasięg.

Mirage, to jedyna laseczka w zespole. Nie jest może specjalnie wytrzymała, czy silna, ale nadrabia zwinnością. Jej podstawową bronią jest również karabin maszynowy. Jest też mistrzynią w rzucaniu nożami, które są jej pomocniczym elementem.

Wybór postaci zmienia nieco styl rozgrywki, ale nie ma znaczenia, którą postacią będziemy grać. Jest to bardziej wybór stylu gry. Nie ma w grze miejsc, w których musimy przyjść odpowiednią postacią, bo posiada ona jakąś zdolność konieczną do ukończenia misji.

Same misje też z jednej strony są bardzo podobne, ale z każdym kolejnym budynkiem pojawia się więcej urozmaiceń. Więcej przeciwników, nowe pułapki, czy przedmioty do niszczenia. Same zadania są też może i zróżnicowane, jednak schemat jest podobny. Wybij do nogi wszystkich wrogów, dojdź do punktu, wgraj wirusa/wysadź beczki/uratuj jeńca i ucieknij z bazy. Jako ciekawostkę mogę napisać, że na jednej z końcowych plansz możemy znaleźć automat, na którym możemy zagrać w legendarne Asteroids ;)

W trakcie infiltracji bazy ekran również podzielony jest na dwie części. Z tą różnicą, że teraz w interfejsie po prawej stronie są trzy okienka. Jedno z informacjami o stanie naszego uzbrojenia, czyli ilość amunicji w broni podstawowej, broni dodatkowej oraz ilości zebranych materiałów wybuchowych, bo każdy z naszych herosów potrafi podłożyć bombę aby utorować sobie drogę albo zniszczyć cel misji. Drugie okienko pokazuje mapę, która tworzy się na bieżąco kiedy odkrywamy kolejne pomieszczenia. Trzecie okienko przez cały czas pozostaje puste i prawdę mówiąc nie zauważyłem żeby coś się w nim pojawiało ;) Na samym jego dole są jeszcze dwa paski pokazujące stan naszej energii.

Plądrowanie

Sama rozgrywka może wydawać się dość prosta, jednak gra zdecydowanie nie należy do łatwych. Precyzyjne sterowanie śmigłowcem wymaga chwili wprawy, a już pierwsza bateria przeciwlotnicza może pozbawić nas większości energii, uzbrojenia i uszkodzić sterowanie maszyną. Trzeba odpowiednio dobierać uzbrojenie do rodzaju przeciwnika, z którym toczymy walkę i do każdego odpowiednio podejść. Sprawy nie ułatwia ubywające paliwo, co powoduje dodatkowy stres, a w trakcie zaciętej walki i tak go wystarczająco dużo.

Walka na piechotę mimo że może mniej dynamiczna to wcale nie jest łatwiejsza. Wrogowie zaczynają do nas strzelać jeszcze zanim ich zobaczymy, a do tego żeby trafić, trzeba dość precyzyjnie wycelować. Dodatkowo chowają się za barykadami z worków z piaskiem. W połączeniu z zapadającą się podłogą, z której upadek zabija nas od razu i dość wąskimi korytarzami, robi się ciężko. Jednak to wszystko powoduje, że ukończenie każdej misji daje sporą satysfakcję.

Jak pisałem we wstępie, gra powstała pod koniec życia konsoli więc programiści potrafili już wyciskać ostatnie soki z tej maszynki. Red Zone jest przykładem właśnie takiej gry. Już samo intro powodowało opad szczęki. Mimo, że tylko dwukolorowe, czarno-czerwone to animacja była tak świetnie zrobiona, że wszystko wyglądało jak film. Zapewne postać samego Ivana była faktycznym filmem. Do tego połączenie ładnie narysowanych postaci i ogólnie sekwencji pieszych oraz trójwymiarowych obiektów podczas walki śmigłowcem robiło naprawdę duże wrażenie. W czasie plądrowania bunkrów i innych instalacji wroga, każdy trafiający w przeciwnika pocisk powodował małą chmurkę krwi wytryskującą z ciała biedaka. Ciekawym smaczkiem było to, że kiedy chodziliśmy po ciałach przeciwnika to nasza postać wyraźnie zwalnia, a każdy stawiany krok powoduje wypływanie krwi ze zwłok.

Kolejnym aspektem, który dawał do zrozumienia, że mamy do czynienia z tytułem z najwyższej półki jest oprawa dźwiękowa. Muzyka jest bardzo klimatyczna, co prawda z „metalicznym” brzmieniem, charakterystycznym dla MegaDrivea jednak naprawdę wpada w ucho i buduje klimat. Jest tajemnicza, ale też dynamiczna i daje do zrozumienia, że wszystko co się dzieje, to nie jest beztroska zabawa.

Efektów dźwiękowych co prawda nie jest zbyt dużo i w większości są to odgłosy strzałów i ich trafień, jednak też dają radę. Najbardziej podoba mi się chyba efekt towarzyszący trafieniu przeciwnika pociskiem z karabinu maszynowego. Taki głuchy, połączony z lekkim bulgotaniem.

Podsumowując Red Zone jest naprawdę kawałem solidnej gry. Przygotowanej z dbałością o detale, wyciskającej wszystkie możliwości ze sprzętu i do tego okraszonej dobrą muzyką. Do tego nie za łatwej, a wręcz stanowiącej wyzwanie. Tym bardziej, że po zgonie musimy zaczynać całą misję od nowa, bo gra nie posiada możliwości zapisu gry. Jedynie po zakończeniu każdej misji otrzymujemy kod, który po wpisaniu przenosi nas do początku misji. W obecnych czasach, gdzie gry zapisują stan co kilka sekund i to tak, że nawet o tym nie wiemy, taka sytuacja może wręcz odstraszyć. Co prawda jeśli gramy na emulatorze, to daje on możliwość zapisu w dowolnej chwili, jednak i tak trzeba pamiętać o tym żeby od czasu do czasu zapisać sobie samemu stan.

To chyba wszystko co chciałbym Wam napisać o tej jednej z ciekawszych gier jakie powstały na Segę MegaDrive znają też jako Genesis. Trzymajcie się i do następnego razu.

Grzyb