dodane przez Filip Bragczyk, 29 grudnia 2018 13:14
RECENZJE

Nie tak dawno dobiegła nas informacja o zamknięciu studia Telltale znanego z interaktywnych opowieści rozgrywajacych się w uniwersach The Walking Dead, Batman czy Minecraft właśnie. Chwilę przed zamknięciem wypuszczony został ostatni projekt, a mianowicie: Minecraft: Story Mode Przy czym warto dodać, że platformą docelową jest Netflix. O ile ciężko jest recenzować grę samą w sobie, tak będzie to recenzja portu - tego jak wiernie została przeniesiona historia z komputera czy konsoli na ekran telewizora.

image.png 1

Pomysł na interaktywny film nie jest nowy; kiedyś istniał cały gatunek tak zwany Full Motion Video. Były to gry, w których obraz nie był renderowany przez kartę graficzną na bieżąco, ale odczytywany z pliku. Rozwiązanie to pozwalało na znaczne odciążenie karty graficznej, a w konsekwencji na wyprzedzenie konkurecji o dekady. I tak w czasach dwuwymiarowych platformówek i pierwszych testów z 3D pojawiła się zupełnie nowa jakość fotorealistycznych gier. Pionierem był niezapomniany Dragon Lair z 1983 roku, chociaż sama koncepcja interaktywnego filmu pochodzi z Czechosłowacji, gdzie wyprodukowany został Kinoautomat. W tytułach tych zazwyczaj dostajemy do wyboru kilka opcji, które odpalają krótką animację. Większosć wyborów jest błędna i dopiero wybranie odpowiedniego popycha fabułę do przodu. Inną opcją jest oparcie się o QTE jak miało to miejsce w Dragon Lair. Gatunek ten, zapomniany z powodu zbyt małej interaktywności, odżył w ostatnich latach za sprawą gry Heavy Rain czy właśnie produkcji studia Telltale.

Zrzut ekranu 2018-12-10 20.12.50.png

Trend ten stara się kontynuować Netflix. Czy im wyszło? No niespecjalnie. Zacznijmy od początku. Nie mamy tutaj jak w pierwotnej produkcji edytora postaci, a gra pozwala jedynie na wybór spośród dwóch dostępnych opcji. To co rzuciło mi się w oczy, to próba ukazania męskiej postaci jako fajtłapy przewracającego się na prostej drodze. W innych grach pewnie bym to olał, ale każdy kto chociaż trochę jest zaznajomiony z polityką rasową i płciową Netflixa zwróci na to uwagę.

Zrzut ekranu 2018-12-17 15.04.23.png

Po wybraniu postaci rozpoczyna się właściwa rozgrywka. Przy czym rozgrywka to słowo na wyrost; gra pozwala nam na kilkanaście decyzji w ciągu około godzinnego epizodu. Większość z nich nie ma znaczenia, te najważniejsze podejmujemy w pierwszym odcinku i będziemy musieli się z nimi mierzyć do końca gry. Jest to akurat cecha pierwotnej produkcji, więc nie ma się o co czepiać. Czepiać natomiast można się o nierówne pocięcie scen. Nie ma tutaj płynnych przejść, a nagłe skoki są zauważalne. Najgorzej wygląda to w momentach, gdzie nie ma do podjęcia żadnej decyzji, a gra z niewiadomych względów nagle przeskakuje do następnej sceny w połowie zdania postaci. Innym problemem jest nagły spadek jakości (widoczny na screenie poniżej), tym razem nie w FPS, a w rozdzielczości. Minusem jest również brak możliwości cofnięcia akcji, a checkpointy odblokowują się często przed akcją na ekranie.

Zrzut ekranu 2018-12-10 20.13.38.png

Widać wszechobecną kastrację; przykładowo podczas sceny na schodach jedną z postaci łapie zadyszka i rozgrywa się krótki, drętwy dialog. Z pewnością w tym miejscu była do wybrania jakaś opcja, ale celowo ją pominięto nie przejmując się konsekwencjami. Podobnie sprawa wygląda z wszelkimi scenami walki. Gołym okiem można zauważyć wycięte sekwencje QTE.

Zrzut ekranu 2018-12-17 15.00.14.png

Czy warto? Cóż, mi przypomina to programy dla dzieci w stylu Klubu przyjaciół Myszki Miki . Z tym, że tutaj możemy chociaż pozornie pomóc bohaterom pójść dalej. Historia jest jaka jest, nie ma złych wyborów, praktycznie nie ważą one o całości, a przegrać się nie da. Ogólnie powiedziałbym, że gra to słaba, a film dobry. Pewnie pozwoliłbym w to pograć mojemu dziecku, bo jednak fabuła jest ciekawa, a interaktywność stanowi wartość dodaną. Sam chętnie ograł/obejrzałbym inne produkcje w tym stylu. Jest to pierwsza próba, więc mogło wyjść średnio. Wydaje mi się, że celowo wybrano młodego odbiorcę, ponieważ nie jest tak wymagający jak jego rodzic.

Jednocześnie gra posiada jumpscary, więc może to nie taki dobry wybór… Tak czy inaczej polecam wyłączyć też napisy, bo obfitują w nieco mocniejszy jezyk niż dubbing. Szczerze mówiąc warto dać tej produkcji szansę. Nie zapłacimy za nią dodatkowo, jeśli już subskrybujemy Netflix, ale jednocześnie nie opłacałbym usługi tylko po to, żeby specjalnie pograć w tę grę.

Ocena: 5/10

+Pierwsze próby Netflixa z FMV

+Ciekawa fabuła

+Darmowość (w ramach subskrypcji)

-Przejawy polityki Netflixa

-Przeskakiwanie scen

-Spadki rozdzielczości

-Mała interaktywność

-Brak cofania i słabo rozmieszczone punkty kontrolne